Osobiście najbardziej dotykają mnie Święta Wielkanocne, szczególnie Triduum Paschalne. Sięgam pamięcią do zeszłorocznego Triduum i na samo wspomnienie ogarnia mnie specyficzne uczucie, ma posmak świeżego zimnego powietrza, mieni się kolorami góralskiej chusty. Dlaczego? Ostatnie Święta Wielkiej Nocy spędziłem w Zakopanem, korzystając z gościnności proboszcza Sanktuarium na Krzeptówkach. Zgromadziłem się tam w kameralnym gronie (około piętnastu „ja”), mieszkaliśmy na parafii i przygotowaliśmy oprawę świątecznej liturgii. Chciałbym by moje wspomnienia obudziły pragnienie wspólnego uczestnictwa w Triduum Paschalnym, które za siedem tygodni sprowadzi Was do Zakopanego. Obiecuję , ze moje wspomnienia będą subiektywne i jednostronne:) Tym bardziej zachęcam inne „ja” do otwierania swojej pamięci i wpisywania komentarzy. No to wspominamy….
Wielki CzwartekTrwa Eucharystia – ofiarowanie. Stoimy na chórze – widać z góry ludzi siedzących w ławkach. Przychodzi mi do głowy myśl, że wyglądają jak łąka późną wiosną – wielu z nich jest ubranych w swe odświętne ludowe stroje. Czuję napięcie przed wydaniem z siebie pierwszego dźwięku. Zaczynamy śpiewać. Spoglądam w dół pewny, że patrzy na nas wiele par oczu… Nikt się nie odwrócił, nie wierzę, czekam aż ktoś zareaguje, nic, jakby słyszeli nas co niedziela. Myślę sobie – pewnie są tak skupieni na liturgii, nie odwracają wzroku od ołtarza. Gdy jednak po mszy nikt nie komentuje naszego śpiewu - ani wierni ani ksiądz – ogarnia mnie panika. A może nasza obecność im przeszkadza, może woleliby słuchać swych tradycyjnych góralskich, dodajmy pięknych śpiewów. (???) Staram się ukryć swoje zdezorientowanie, skupić się na muzyce, liturgii i modlitwie. Moje myśli wracają z czarnych rejonów. Przed snem patrzę z okna w stronę Giewontu, jest tak ciemno że nie widać nawet jego zarysu, nie mam jednak wątpliwości, że ciągle tam jest. Mam nadzieję, że tak samo jest z sensem naszej obecności na Krzeptówkach, jest bezdyskusyjny, jedynie ja na chwilę straciłem go z oczu.
Wielki PiątekDzień wyciszenia, skupienia, kontemplacji. W domu rodzinnym unikam w tym d

niu pastowania podłogi, pieczenia mazurków. Staram się, na ile to możliwe, zebrać wszystkie moje „ja” by odnaleźć swoje miejsce przy Krzyżu i kontemplować Miłość Ukrzyżowaną. W Zakopanym dzięki pracy nad oprawą liturgii udało mi się zanurzyć w atmosferze Wielkiego Piątku. Najbardziej przeżyłem adorację krzyża. Niestety były trzy krzyże – czyli niektórzy całowali łotrów, całe szczęście ustawiłem się w dobrej kolejce:)
Adoracja krzyża. Śpiewamy na zmianę z członkami góralskiej kapeli: Zawitaj Ukrzyżowany, Wisi na krzyżu, O głowo coś zraniona, Dobranoc, Stabat Mater (pieśń napisaną przez Darka Madejskiego - przedstawiciela naszych „ja” z Częstochowy). To właśnie w tym momencie wykonywana przez nas muzyka zaczyna przemawiać, spełniać swoją rolę - pomagać w przeżywaniu tajemnicy śmierci Umiłowanego Syna. Jestem skupiony i spokojny, obawa, że możemy przeszkadzać Góralom w modlitwie znika i mam przeczucie, że już nie wróci.
Wielka Sobota
Podobno Górali ciężko do siebie przekonać, ale jak już się to zrobi to są całym sercem po twojej stronie. Mam nadzieję, że nam się udało. Po wielkopiątkowym śpiewaniu usłyszeliśmy wiele słów poparcia i dostaliśmy zaproszenie na przyszły rok.
Nową energią i nowym brzmieniem - niektórzy chwytają za instrumenty – tętni sobotnie Alleluja. Zebranym w kościele wyraźnie podobają się „Baranki” okraszone radosnym zawołaniem „alleluja” – na całe gardło jak to Marta R (znana pod pseudonimem Trabant) potrafi.

Tego dnia znajdujemy czas na spacer. Wybieramy się na Kalatówki, co sprytniejsi śmigają na nartach, reszta popija herbatę z cytryną i wystawia twarze do sporadycznie pokazującego się słońca.
Niedziela WielkanocnaWczesny poranek wita nas biciem dzwonów i góralską muzyką. Kapela z wielką siłą brzmienia i emocji wita Zmartwychwstałego. Procesja mieni się góralskim folklorem. W

yróżniamy się czarnym strojem, ale wzruszenie jest takie samo, nie czujemy się obco.
Świąteczne śniadanie jest wyjątkowe – to są nasze pierwsze wspólne święta, udało się nam spotkać. Każdy z nas jest odrębną indywidualnością ale z mojej perspektywy, z perspektywy Stowarzyszenia Mozart 2003, razem tworzymy jeden byt i to jest niesamowite.
Pozdrawiam i do zobaczenia w Zakopanem.
Deusz
p.s. Opowiem Wam jeszcze o niedzielnej wyprawie w góry. Było ekstremalnie. Do przeczytania za kilka dni.
